Podróże 14.04.2015

Szkocki eksperyment – o couchsurfingu i nie tylko!

Kiedy usłyszałam, że wybieram się ze znajomymi do Szkocji w mojej głowie pojawiły się obrazy z oscarowej produkcji Mela Gibsona „Braveheart”. Widziałam Williama Wallace’a wzywającego swoich rodaków do walki o niepodległość. W tle możemy zobaczyć niesamowite krajobrazy i posłuchać pięknych, chodź wysokich dźwięków dudy – nic dodać nic ująć. W rzeczywistości Szkocja to kraj w którym przeważają wyżyny z niesamowicie zieloną trawą i urokliwymi miejscami. Największym miastem nie jest stolica – Edynburg, a Glasgow. Oba te miasta udało mi się zobaczyć w trakcie 6 dniowego wypadu do Szkocji.

Chodź nie jest ona niepodległym krajem to posiada osobną walutę. Na miejscu można korzystać z „tradycyjnych” funtów, ale reszta wydawana jest już w lokalnej walucie. Warto pamiętać, że jego wymiana w Polsce raczej nie jest możliwa, więc UWAGA: wydajemy wszystkie pieniądze na miejscu aby nie wrócić bez gotówki!

Ceny są wysokie jak na studencką, polską kieszeń. Zachęcające jest jednak to, że większość obiektów dla zwiedzających jest za darmo. Liczne muzea i inne budynki zachwycają nie tylko swoją zjawiskową zabudową, ale i wnętrzem.

Chcąc polecić kilka miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć miałam z tym ogromny kłopot. Zarówno Glasgow jak i Edynburg mają ogromną ilość zabytków. Praktycznie na każdym rogu, na turystę czeka coś nowego. Najwięcej jest muzeów – tych standardowych z obrazami i rzeźbami, jak i tych interaktywnych, gdzie nawet ekspozycje zachęcają do tego aby je dotknąć :) 

Muzea sztuki nowoczesnej były czasami .. zbyt nowoczesne. Laicy mogą mieć problem z interpretacją niektórych wystaw. Mimo to, warto chwilę pokontemplować i zastanowić się nad czymś co dla nas nowe i niezrozumiałe – bo przecież sztuka ma w nas wzbudzać emocje i jak pisał Cyceron – wymaga uznania.

Miłośnicy przyrody i zieleni także znajdą coś dla siebie. Miasto otaczają urokliwe wzgórza z których można podziwiać spokojne Glasgow lub Edynburg.

Poruszanie się po mieście o własnych siłach i napędzie nie jest tak bardzo męczące jeśli nie towarzyszy wam „kolega” – tak ironicznie nazwałyśmy nasz wspólny 19 kilowy plecak. Wizz Air proponuje zbyt mały bagaż podręczny, więc postanowiłyśmy dokupić duży bagaż i spakować się razem, co jednak często przerastało nasze możliwości. Na szczęście, nasz kolega nie wychodził z nami przy każdorazowym wyjściu i mogłyśmy bez dodatkowego balastu podziwiać uroki Szkocji.

Wyruszyłyśmy bez przewodnika. Co warto zobaczyć i potrzebne nam informacje zdobyłyśmy wcześniej przez Internet. Mapy Glasgow i Edynburga udało nam się znaleźć w przypadkowych miejscach. Kilka miejsc poleciły nam osoby, dzięki których uprzejmości zatrzymałyśmy się na noc.

Moja pierwsza przygoda z couchsurfingiem rozpoczęła się w Edynburgu u szkockiego małżeństwa. Wspólnie zjedliśmy obiadokolację, a potem oglądaliśmy siódmą część Dekalogu Kieślowskiego. Następnego dnia wróciłyśmy późno i przy kolacji tylko chwilę porozmawiałyśmy z naszymi hostami. Próbowałam wtedy po raz pierwszy tradycyjnej potrawy szkockiej w wersji wegetariańskiej.

Tradycyjny Haggis przyrządzany jest z owczych podrobów, wymieszanych z cebulą, mąką owsianą (lub płatkami owsianymi), tłuszczem zaszytych i duszonych w owczym żołądku. Może być podawany z puree ziemniaczanym wymieszanych z musztardą. Do tego dziewczyny miały szansę spróbować sosu z whisky, który podobno idealnie wkomponował się w smak tego dania. Wersja wegetariańska równie dobrze mnie zaskoczyła. Chodź porcja przerastała moje możliwości to zjadłam z ogromnym apetytem i uznaniem dla naszych hostów którzy poświęcili dla nas czas na przygotowanie tej potrawy.

Jeśli mowa o tradycji, to warto wspomnieć co nieco o dolnej części garderoby mężczyzn, która nazywa się kilt. Wykonana jest z tartanu, czyli wełnianej tkaniny (tartanem określa się też kratkę na „spódnicy”). Na ulicy można zobaczyć przechadzających się studentów w tym dla nas nietypowym odzieniu. Nie było by to na tyle zaskakujące gdyby nie temperatura i wiatr, który na samą myśl przyprawia mnie o dreszcze. Niestety na miejscu nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie dlaczego niektórzy Szkoci przy tak niskiej temperaturze chodzą dość letnio ubrani. Krótkie spodenki, spódnice, a nawet sandały i skarpetki (które jak się okazało nie są specjalnością tylko Polaków!) dziwiły samych mieszkańców Edynburga i Glasgow.

W Glasgow zostałyśmy przyjęte przez Włoszkę. Już na samym początku zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Przyjechała po nas na dworzec, chętnie pytała czy w czymś nam pomóc jak i poleciła ciekawe miejsca. Jej współlokatorka, która była wulkanem energii tryskała optymizmem i humorem.

Idea couchsurfingu wydaje mi się jak najbardziej słuszna. Ludzie z różnych stron świata mają możliwość poznać nie tylko nowych ludzi, ale także ich obyczaje oraz kulturę dosłownie od podszewki. Istnieje wiele barier , które trzeba pokonać aby poczuć się swobodnie jednak mimo to uważam, że powinno się tego spróbować.

 

Przykładowe ceny:

Bilet (tam i z powrotem) z lotniska, który można kupić u kierowcy autobusu: 9 funtów

Szafka na przechowanie dużego bagażu: ok. 5 £

Bilet autobusowy na jeden przejazd: 1,50 £

Bilet na metro: 1,60 £

Duża kawa: 3 £

Burger wegetariański w niepozornej knajpie na rogu: 2,80 £

 

 

To tylko kilka słów na temat tego co można zobaczyć w Szkocji. Osoby, które chcą dowiedzieć się czegoś więcej zachęcam do pisania i zadawania pytań – annafryda@hotmail.com

 

O autorze:

Anna Fryda
Dziennikarka Podaj Dalej
Studentka dziennikarstwa politycznego, szczególnie pochłonięta podróżami i zainteresowana historią Polski. W wolnych chwilach planuje kolejne wojaże w te bliskie jak i odległe rejony.