Uczelnie 04.08.2014

STUDIA W CHINACH

Studiowanie na uniwersytecie nie jest łatwe, bez względu na to, gdzie się znajdujemy. Studiowanie w obcym kraju jest jeszcze trudniejsze, a studia w Chinach w języku chińskim jest już diabelsko trudne. To wyzwanie emocjonalne i akademickie, przy czym brak konkretnych wytycznych, jak to „przetrwać”. 

 

Każdego roku coraz więcej cudzoziemców przybywa do Chin pragnąć uzyskać dyplom licencjacki na chińskiej uczelni. Popularność rośnie między innymi dlatego, iż chińskie rządowe stypendia wynoszą 20 tysięcy dolarów, co obejmuje czesne, ubezpieczenie zdrowotne i zasiłek. Oczywiście uzyskanie stypendium nie jest łatwe – student musi uczyć się języka chińskiego w przyspieszonym programie językowym. Trzeba zdać HSK (czyli Hanyu Shuiping Koshi – standardowy egzamin z chińskiego) na poziomie 4 po zaledwie ośmiu miesiącach nauki. Miesiąc później odbywa się rozmowa z przedstawicielem stypendialnym, podczas której student musi udowodnić, iż poradzi sobie tak samo dobrze, jak chińscy studenci na uczelni.

 

Wyobraźcie to sobie: znasz zaledwie podstawy chińskiego, a musisz zrozumieć dwugodzinny wykład na temat, powiedzmy, historii chińskiego dziennikarstwa. Co robimy? Po prostu musimy przetrwać. Oczywiście trzeba przykładać się do nauki, ale też nie trzeba spędzać pięciu lat na byciu przykutym do książek. Co sądzą o tym zagraniczni studenci na chińskich uniwersytetach?

 

Eliza Timocel, rumuńska studentka na Uniwersytecie Renmin na stosunkach międzynarodowych twierdzi, że zawsze siedzi w pierwszym rzędzie, zapisując wszystko, co zobaczy i usłyszy. Nie pomoże jej to w zdaniu egzaminu, ale ma inny cel: „Trzeba sprawiać wrażenie, że jest się renzhen (czyli ciężko pracującą osobą). Profesorom nie przeszkadzają studenci śpiący na lekcji czy grający w gierki na telefonach, ani nic z tych rzeczy, które wyprowadziłby rumuńskiego profesora z równowagi. Dlatego bardzo trudno jest się skupić. Ale jeżeli wygląda się jak renzhen, można bez obaw zostać po wykładzie i poprosić wykładowcę o pomoc. On to doceni”. Czy taka postawa jest szczera, czy nie, Eliza wierzy, że bycie pupilem profesora ma swoje zalety: „Nawet jeśli egzamin nie pójdzie dobrze, profesor może przy wystawianiu oceny pomyśleć – że uczeń jest takim renzhen, przychodził codziennie, robił notatki… może był po prostu zdenerwowany podczas egzaminu… biedny cudzoziemiec, podniosę mu ocenę. – Może nie jest do do końca prawdziwe, ale warto spróbować”.

 

Studia w Chinach

Eliza reprezentująca Rumunię na Festiwalu Kultury na Uniwersytecie Renmin

Darrel Antat z Szeszeli studiujący komunikację masowego przekazu na Uniwersytecie Jiaotong twierdzi, że lepiej skupić się na szybkości wykonywania pracy domowej, niż na jej jakości: „Jeśli profesor karze dostarczyć zadanie na godzinę 9, to nawet 9:05 jest zbyt późno. Ten kto przetłumaczy pracę na szybko w google translate i zdąży na czas, otrzyma lepsza ocenę, niż ktoś kto dołożył wielkich starań, ale się spóźnił.  

 

Studia w Chinach

Daniel ze swoją grupą na uczelni

Amina Batsuuri studentka dziennikarstwa z Mongolii na uczelni Beida, twierdzi, że na egzaminie, w miłości i na wojnie, wszystko jest dozwolone. „Ściągajcie na egzaminie. Może i to brzmi źle, ale to się sprawdza. Nie da się przeżyć na uniwersytecie w Chinach bez oszukiwania. Moi chińscy koledzy ściągają, może nie tak bardzo jak koreańscy, bo ci, to już profesjonaliści w tym fachu”. Według Aminy dobrze mieć własne ściągi, a nie kopiować od innych. W Chinach oszustwo na egzaminie nie jest tak źle postrzegane jak w UK czy USA.

 

Begaiym Alykulova z Kirgistanu,  absolwent polityki międzynarodowej na Uniwersytecie Changchun, sugeruje, że ostatni rok jest najgorszym etapem studiów. Ostre kucie nie wystarczy, prawdopodobnie będziemy potrzebować pomocy: „Gdy broniłem swoją pracę, znalazłem dziewczynę, Chinkę uczącą się rosyjskiego. Przez dwa miesiące uczyliśmy się razem codziennie w bibliotece. Ja pomagałem jej, a ona mi”. 

Z kolei Bantle Tibe z Botswany studiująca międzynarodowy handel i ekonomię jest zwolenniczką angielskich źródeł: „Najpierw sprawdzam tematy jakie mamy brać, a potem googluję wszystko na angielskich stronach. Potem przynajmniej mam pojęcie o czym mówią na wykładach…”.

A więc podsumowując, jeśli robicie licencjat w Chinach, upewnijcie się, że wszystkie prace dostarczacie na czas (bez względu na jakość), macie chińskiego partnera lub partnerkę, źródła po angielsku, podlizujcie się nauczycielowi oraz oszukujcie na egzaminach (ale róbcie to cholernie dobrze!). Powodzenia ;-)

źródło: theworldofchinese

 

Autor:  Natalia Wietek

Pisarka i studentka w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu na Uniwersytecie Jagiellońskim. Uczy się języka mandaryńskiego. Kocha podróże i twierdzi, że życie potrafi być zaskakujące. Jej pasją jest wymyślanie nowych przepisów w stylu europejsko-azjatyckim.


Więcej interesujących artykułów na temat dalekiego wschodu odnajdziecie na: