News! 17.06.2015

Polski start-up w USA – jak się za to zabrać?

Proces zakładania firmy w USA jest skomplikowany. Przedstawiamy poradnik dla start-upów, które chciałyby otworzyć działalność gospodarczą w Stanach Zjednoczonych

 

Wielu polskich start-upowców rozważa podróż do Stanów Zjednoczonych, by zwiększyć swoje szanse na pozyskanie inwestycji, a nawet, by aktywnie działać na amerykańskim rynku. Kilka polskich start-upów, choćby Brainly i Seed Labs, osiągnęło na tym polu sukces. Nie zmienia to faktu, że proces zakładania działalności gospodarczej w USA jest skomplikowany. Niniejszy artykuł poświęcony jest amerykańskiemu prawu wizowemu, zwłaszcza zagadnieniu wiz do USA dla przedsiębiorców. Przedstawia także różne opcje dostępne dla start-upowców, którzy chcieliby udać się do Stanów.

„Bądź tam, gdzie są pieniądze” - to jedna z najczęściej wałkowanych porad w świecie biznesu. Ma ona swoje zastosowanie także w przypadku start-upów. Na dziś większość interesujących je środków zlokalizowanych jest w kalifornijskiej Dolinie Krzemowej. Tu pojawia się problem. Polscy przedsiębiorcy potrzebują wizy nie tylko po to, by w USA robić interesy, ale nawet po to, by do Stanów udać się w celach turystycznych.

Choć wiele krajów Unii Europejskiej ma to już za soba, dla ogromnej liczby ludzi nieposiadających amerykańskiego obywatelstwa walka o wizę pozwalającą na stworzenie w USA start-upu, bądź na szukanie inwestora, to wyzwanie ponad ich siły. W trakcie niedawnej konferencji SXSW Interactive w Austin, w Teksasie, rozmawiali o tym eksperci w ramach panelu „Startup Immigration: A Look Back, the Road Ahead”.

Udział w panelu wzięli specjaliści od prawa imigracyjnego, przedstawiciele funduszy VC, jak i proponenci programu wizowego dla start-upów. Zobaczyliśmy Christophera Nicholsona i Craiga Montouri'ego z Venture Politics, firmy lobbującej amerykański rząd w interesie start-upów, zaangażowanej w prace nad wizą start-upową. Dave McClure ze znanego funduszu zalążkowego 500 Startups także pojawił się, by wesprzeć zwolenników wizy dla start-upów, dzieląc się doświadczeniami, jakie zdobył, pomagając zagranicznym przedsiębiorcom w staraniach o pobyt w USA. Tahmina Watson, prawniczka imigracyjna szczególnie mocno zainteresowana problemami start-upów, pomogła zgromadzonym zrozumieć prawne aspekty tego problemu. To właśnie z nią miałam okazję porozmawiać na temat trudności i potencjalnych rozwiązań tej trudnej dla polskich przedsiębiorców sytuacji.

 

Na czym polega problem z wizami?

 

Zagraniczny przedsiębiorcy odwiedzający Dolinę Krzemową w poszukiwaniu funduszy do swoich projektów, wspólników, czy po prostu w celu prowadzenia działalności gospodarczej, zmagają się z wieloma problemami. Na obecną chwilę nie ma programów pomagającym im na jakimkolwiek etapie tego procesu, mimo licznych wysiłków z różnych stron. Tylko od 2009 roku przez Kongres przewinęło się 10 odrębnych projektów ustaw ustanawiających wizę dla start-upów – wszystkie poniosły porażkę. Według uczestników panelu, problemem są duże różnice na linii Dolina Krzemowa – Waszyngton. W tej pierwszej ceni się konkretne akcje, w stolicy – rozmowę, która zwykła trwać długo, dodatkowo przedłużana przez partyjne niesnaski.

Pomijając na chwilę kwestie formalne, trudno nie zauważyć, że zagraniczni przedsiębiorcy nie są w Stanach zbyt dobrze postrzegani. Często wcale nie ocenia ich się przez pryzmat ich przedsięwzięć (wartość kapitału, product/market fit, trakcja), ale poprzez ich ryzyko wizowe. Trudno dziwić się amerykańskim funduszom VC, które nie chcą inwestować w start-up, co do którego nie ma pewności, czy w ogóle zdoła pozostać w Stanach na dłużej. Te, które jednak decydują się na danie im szansy, zwykle nie żałują – zagraniczne start-upy tworzą miejsca pracy, a często charakteryzują się też wyższymi standardami działania, jako że od samego początku musiały pracować ciężej niż konkurencja. Wciąż stanowią jednak mniejszość, co związane jest przede wszystkim z ubytkami w prawie imigracyjnym dla przedsiębiorców.

 

Rodzaje wiz

 

Amerykańskie prawo wizowe jest szczególnie skomplikowane. Istnieje wiele typów wiz, które zastosowanie znajdują w bardzo ograniczonej liczbie sytuacji. Do najczęściej wykorzystywanych przez przedsiębiorców należą wizy H-1B, E-1, E-2 i O-1. Na uwagę zasługuje też wiza B-1, idealna dla przedsiębiorców planujących krótką wizytę w USA, np., by spotkać się z potencjalnymi partnerami, czy inwestorami.

Niestety, nie istnieje typ wizy specjalnie przeznaczony dla przedsiębiorców. W zależności od okoliczności, te wymienione poniżej mogą jednak okazać się godną alternatywą.

 

H-1B

Wiza H-1B, nazywana często „koniem pociągowym” systemu wizowego – wykorzystywana jest do zatrudniania pracowników z zagranicy. Wymagane jest wykształcenie wyższe (minimum bachelor's degree) oraz, rzecz jasna, gotowy zatrudnić kandydata pracodawca. Dla studenta bez doświadczenia, ale za to z dobrym pomysłem na biznes, to wymogi nie do przeskoczenia. Dla urzędników imigracyjnych „CEO” to nic więcej niż kolejne określenie na „bezrobotny”. H-1B jest jednak realną alternatywą dla osób posiadających wyższe wykształcenie i zatrudnionych w firmie posiadającej oddział w Stanach. To znakomita propozycja dla tych, którzy dopiero zaczynają pracować nad swoim start-upem i nie muszą mu jeszcze poświęcać całego czasu.

O wizę H-1B nie jest łatwo. Co roku wydawanych jest 65 tysięcy, dodatkowe 20 tysięcy dla obcokrajowców z amerykańskich uczelni. W samym roku 2015 o H-1B starało się jednak ok. 233 tys. osób.

 

EB-5

Ta wiza została pierwotnie stworzona dla obcokrajowców posiadających pokaźny kapitał (ang. high net worth individual). Kandydat powinien posiadać przynajmniej 0,5 miliona dolarów na założenie firmy. Niestety, założyciel start-upu zwykle takich pieniędzy nie posiada – są one w ręku inwestora, ale to nie on stara się o wizę. Wspomniani Christopher Nicholson i Craig Montuori chcą zmniejszyć próg finansowy do 100 tys. dolarów.

 

L-1

L-1 wykorzystywana jest „do pozyskiwania dla amerykańskiego rynku menedżerów, specjalistów i innych pracowników posiadających specyficzną wiedzę biznesową (kontakty, know-how itp. - przyp. Red.), czyniącą ich wartościowym nabytkiem”, jak mówi Tahmina. Może się okazać trafnym wyborem dla start-upów, które zdołały pozyskać finansowanie przed przyjazdem do USA.

- Międzynarodowa wiza L-1A to najbardziej interesująca dla nich pozycja, dodaje Tahmina.

 

Jak rozwiązać problem z wizami do USA dla start-upów?

 

Kancelaria imigracyjna Tahminy Watson pomogła już wielu przedsiębiorcom przecierać ślady w tym nieprzyjaznym dla nich środowisku. Tahmina specjalnie dla portalu web.gov.pl wyjaśnia, jakie możliwości stoją przed polskimi start-upowcami na dziś, nim jakiekolwiek zmiany prawne wejdą w życie.

- Obywatele krajów niekwalifikujących się do programu Visa Waiver (w tym Polacy) muszą korzystać z wizy biznesowej B-1, bądź turystycznej B-2, by odwiedzić USA. Obie stwarzaja podobne możliwość, lecz wiza B-1 jest oczywiście bardziej odpowiednia do spotkań biznesowych – mówi Tahmina.

W przypadku wizy turystycznej, urzędnicy imigracyjni skrupulatnie sprawdzają, jak mocno związany ze swoją ojczyzną jest każdy kandydat. Ma to na celu zmniejszenie prawdopodobieństwa, że pozostanie on w Stanach nielegalnie na stałe. Wybierający się do pracy zwykle nie muszą przez to przechodzić. Często sprawdza się jedynie, czy w przeszłości nie mieli problemów ze stabilnością zatrudnienia.

- Przedsiębiorcy, którzy już od dawna poświęcają się swojemu biznesowi, często nie są w stanie udowodnić silnych więzów z ojczyzną, takich jak stałe zatrudnienie, dzierżawa, czy hipoteka. Kwestia wizowa może się skomplikować. Ważne, by planować z dużym wyprzedzeniem – mówi Tahmina.

Nie ulega wątpliwości, że nowa kategoria wizowa mogłaby rozwiązać problemy start-upowców. Uczestnicy panelu rozmawiali jednak też o innych rozwiązaniach, które już teraz wprowadzane są na poziomie stanowym.

- Skoro Kongres postanowił siedzieć z założonymi rękami, zdecydowaliśmy wziąć sprawy w swoje ręce, powiedział Craig Montuori.

Rozwiązanie polega na współpracy z lokalnymi uczelniami, która pozwoli przedsiębiorcom na emigrację do USA jako pracownicy tejże uczelni. Przedsiębiorcy zatrudniani są na pół etatu, a w międzyczasie pracują nad swoimi pomysłami na biznes. Gdy już są gotowi, zakładają firmę, bądź aplikują o wizę.

Do tej pory jedynie dwa uniwersytety zdecydowały się na taką współpracę. Program ten wydaje się jak najbardziej realistyczną, choć tymczasową alternatywą. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie podobne kroki podejmie więcej uczelni. Warto podkreślić, że uczelnie wyższe są poza wspomnianym wcześniej przydziałem 85 tys. wiz H-1B, co dodatkowo zwiększa szanse kandydatów.

 

Jechać czy zostać?

 

Biorąc pod uwagę wszystkie te trudności, czy polskie start-upy wciąż powinny myśleć o wyjeździe do USA, czy może raczej skupić się na możliwościach, jakie oferuje Polska i Unia Europejska? Według Tahminy, zamykanie się na możliwości oferowane przez USA to błąd:

- Zawsze powtarzam moim klientom – zrób to, co najlepsze dla twojego start-upu. Dopiero potem zastanów się nad imigracją. Jeśli w danym przypadku okaże się, że najwięcej możliwości jest w Stanach, powinieneś udać się do Stanów.

Innymi słowy, fundusze z Doliny Krzemowej nie są absolutnie niezbędne polskim start-upom, by odnieść sukces. Ale jeśli w konkretnym przypadku są najlepszą dostępną opcją, start-upowcy powinny postawić sobie za cel sięgnięcie po nie.

Choć trudności wizowe dla start-upowców w USA są rzeczywiście spore, uczestnicy panelu są optymistami:

„Imigracja start-upowa wydarzy się na pewno w jakieś formie – to czysta demografia,” uważa Dave McClue.

 

Faktem jest także, iż to amerykańska gospodarka ma najwięcej do zyskania na ich obecności. Imigranci, bądź dzieci imigrantów, odpowiedzialne są za połowę start-upów Doliny Krzemowej, a tym samym za ogromną liczbę miejsc pracy. Dla celów argumentu za stworzeniem wizy dla start-upowym, wystarczy choćby wspomnieć imię współzałożyciela Google, emigranta z Rosji Sergeya Brina.

 

   Autor: Anna Spysz